pl

Świeczek186559
Powiadom innych
Jakub - człowiek pełen radości i ciepła. Swoje życie poświęcił rodzinie oraz największej pasji-muzyce. Był nauczycielem muzyki w szkole podstawowej. Uwielbiał "zarażać" młodzież swoją pasją, dawało mu to poczucie spełnienia. Doczekał się również dużej i wesołej rodzinki. Jako człowiek ciepły i radosny, miał w sobie coś, co sprawiało, że ludzie do niego lgnęli, nigdy nie był sam, w jego towarzystwie nawet szary dzień nabierał kolorów. Kuba urodził się w 1953 roku w Zagórzu. Tam też chodził do szkoły podstawowej. Jako bardzo wesołe dziecko miał wielu przyjaciół . Czasem sprawiał kłopoty nauczycielom, ale szybko mu wybaczali, rozbrajał ich swoim uśmiechem. Już wtedy można było w nim zauważyć pewną szczególną wrażliwość, która później owocowała owym ciepłem i uwielbieniem do muzyki. W szkole średniej rozmiłował się w pieszych wędrówkach po górskich szlakach. W gronie przyjaciół mówiło się, że w Bieszczadach nie ma miejsca, którego Kuba by nie znał. Wtedy też zaczęła się jego przygoda z muzyką. Na początku był zafascynowany gitarą, niedługo później zaczął uczyć się gry na pianinie. Po maturze przeniósł się do Krakowa, gdzie rozpoczął studia i poznał Elę. Dziewczyna od razu przypadła mu do gustu . Choć z początku długo byli przyjaciółmi, z czasem urodziło się między nimi to wyjątkowe uczucie, które razem powiodło ich przez życie. Na studiach Kuba okazał się duszą towarzystwa. Gromadził wokół siebie naprawdę wyjątkowych ludzi, spośród których wielu okazało się być przyjaciółmi na lata. Do dziś wielu wspomina prywatki u niego, jako symbol starych dobrych czasów. Po studiach przeprowadził się z Elą do Poznania, gdzie podjął pracę w szkole muzycznej jako nauczyciel. Jakub miał świetny kontakt z młodzieżą , gdyż zawsze starał się nie kreować sztucznego dystansu, a w jego słowach widać było prawdziwą pasję. W kilka lat później wzięli z Elą ślub - to naprawdę była szczęśliwa para ,aż miło było na nich patrzeć. Trzy lata po ślubie urodził się Paweł, ich pierwszy syn. „Pamiętam jak Kuba starał się wdrożyć w rolę ojca, był taki nieporadny, ale za to pełen szczerych chęci. Do dziś uśmiecham się na myśl o tym”. Następny był Łukasz, urodził się dwa lata po Pawle. Łukasz to był cały Jakub, jego oczy, jego usta i nawet ten rozbrajający uśmiech po nim odziedziczył. W kilka lat po narodzinach Łukasza, Kuba znudził się wielkim miastem i zatęsknił do swoich rodzinnych stron. Po długich "pertraktacjach" udało mu się przekonać Elę do swojego pomysłu. Przeprowadzili się do Dukli, gdzie Kuba zaczął pracę w szkole podstawowej, a Ela w muzeum. Decyzja nie była prosta, chłopcy musieli zmienić szkołę, trzeba było zmienić nawyki, dużo się wtedy u nich pozmieniało. Opłaciło się jednak. W spokoju i pięknej beskidzko-bieszczadzkiej scenerii dopiero prawdziwie rozkwitli. Mając więcej wolnego czasu, Kuba coraz częściej siadał do pianina i do gitary, pisał własne utwory. Nie publikował ich jednak, nie zależało mu na tym. Wróciła też pasja górska. Gdy chłopcy trochę podrośli, Jakub często zabierał całą rodzinę na krótsze lub dłuższe wędrówki po górach. Często zapraszali do siebie przyjaciół, których nigdy nie musieli dwa razy prosić. Każdy bardzo chętnie ich odwiedzał. Ich towarzystwo i ta lokalizacja gwarantowały udany urlop, wakacje czy ferie. Jakub bardzo polubił swoją pracę, umiał rozpalić w swoich uczniach pasję. Kilku z nich poszło dalej w tym kierunku ku wielkiemu zadowoleniu Kuby. Kuba po prostu zasnął. Chociaż stało się to już trzy miesiące temu, to tak naprawdę nigdy od nas nie odszedł. Wiemy o tym na pewno. Gdzie było by mu lepiej niż tu z nami?...