pl

Świeczek188040
Powiadom innych Dodaj wpis
Nie zapomnę spotkań w Radwacu. Pierwszy raz do Mai i Krzysztofa pojechałam z Beatą latem 2012r. Dołączyła do nas także Marzenka. Gospodarze witali nas z lampkami szampana w bramie swojego domu, a później był pyszny obiad, kąpiel w basenie oraz gadanie i tańce do późnej nocy. Jedno ze zdjęć w galerii uwiecznia naszą kąpiel w basenie z kieliszkami szampana! Następnego dnia udaliśmy się na wycieczkę rowerową w kierunku Nałęczowa - zdjęcie w galerii pokazuje nasz postój w Wojciechowie:) Oj... z trudem tam niektórzy dotarli! Innym razem zachwyciła nas Indiacafe w ogrodzie, murale Krzysia oraz ubranka dla drzew w ogrodzie. Zajadaliśmy się pysznymi zupami Mai, kąpaliśmy się w przydomowym basenie i cieszyliśmy się spotkaniem bez pośpiechu, który zwykle towarzyszył nam w Toruniu. W Indicafe obejrzeliśmy wieczorem film, gadaliśmy i piliśmy wino do późna. Towarzyszył nam w kolejnej wizycie mój 9-letni syn Szymek, który stwierdził, że to jakiś inny, fajny świat. Cieszę się, że mógł do niego wejść na kilka dni. Ja miałam wrażenie przekraczania w Radwacu granic codzienności, celebrowania chwili, czerpana radości z życia. Z tego miejsca emanowało szczęście...
Hania Solarczyk dodano 17.04.2017 19:47
Wspomnienie. Zdarzało się, że pisaliśmy do siebie wiersze. Maja miała talent, ja się starałem. Pewnego dnia dostałem maila z wierszem. Był o naszym czekaniu na poniedziałkowe spotkanie, a czekaliśmy tydzień. Od razu zacząłem spontanicznie wpisywać między Mai wersy swoje fragmenty. I odesłałem jej nasze wspólne dzieło. Jest poniżej. Potem woleliśmy nie myśleć, co o naszej uczuciowej twórczości sądzą poeci. Będą musieli jakoś sobie z tym poradzić. /Oczekiwanie/ Jeśli kochasz, o kolorach śnisz, napisz długi list. O zielonym pstrym kolorze I o żółtym jak intymne łoże. O niebieskim jak jaskółki I fiolecie dumnym, z półki. O granacie tak dojrzałym, że aż bordo się wyżali. I o bieli o szkarłacie…. Dodaj różu, brązu, kapnij czerni I wracaj wreszcie z tej uczelni. A czerwieni daj bez liku By miłości doznać krzyku! Wciśnij soczek z pomarańczy I zabełtaj niech zatańczy, Niech podskoczy i nas razem zauroczy. Posyp srebrem poprósz złotem, By był słodkim powrotem. A sobota i niedziela ta w kolory się przebiera. Poniedziałek zwykle czarny, Niesie z sobą humor marny, Lecz z wieczora zmienia się w ptaka z potwora, Co leci ku wtorkowi, Środzie i czwartkowi. One płaczą, strasznie się ślimaczą. Tylko zielony i biały dodaje im chwały, Więc piątek czeka oniemiały. A sobota i niedziela? Znów bez ciebie, niech to cholera. Lecz indyki, kaczki, krowy całkiem potraciły głowy, W poniedziałek wreszcie już Krzyś i Maja są tuż tuż (moja wersja tego wersu) Krzyś i Maja biorą tusz (Mai wersja)
Krzysztof Rubacha dodano 16.04.2017 11:30
Pani Profesor, poczułam potrzebę aby napisać, chociaż nie wiem czy to najwłaściwsze miejsce. Chciałabym jednak jednocześnie pożalić się i podziękować. To smutne, że mamy 2017 rok i wciąż musimy udowadniać, że kobieta to człowiek, a nie jakaś wyimaginowana, niezrozumiała i nieporadna istota. Dziś miałam okazję obejrzeć krótki i żartobliwy filmik o świecie bez mężczyzn - chciałam przez chwilę się "rozerwać". Jednak niestety trudno o rozrywkę, kiedy w przestrzeni publicznej dominuje przeświadczenie o tym, że rodzaj determinuje wszelkie umiejętności, a mężczyzna jest jedyną ostoją tego świata (w czym kobieta zwykła mu przeszkadzać). Cytując jednego z komentujących pod obejrzanym filmikiem: "Bo by nie było świata, większość wszystkich urządzeń i prawie wszystkiego wymyślili mężczyźni, a nie kobiety. Ze średniowiecza byście nie wyszły". Pojawiła się pod nim lawina tego typu komentarzy aprobaty. Przypomniały mi się badania o ukrytym przekazie podręczników szkolnych, które prowadziłyśmy kiedyś pod Pani kierunkiem oraz zajęcia z edukacji równościowej. Wiele się wtedy nauczyłam i zyskałam pewną czujność połączoną z wrażliwością. Przypomniało mi się także, gdy podczas innych zajęć zapytałam osobę prowadzącą o to, dlaczego nigdy nie mówimy o kompozytorkach. Na co usłyszałam, że jestem wstrętną feministką, a kobiety nie mają naturalnych predyspozycji, aby być kompozytorkami. Wciąż jest trudno, trzeba walczyć o swoje, a przeraża to, że absurdalne poglądy pokroju "korwin" wciąż zyskują wielu zwolenników. Jednak muszę się pochwalić, przez lata nauczyłam się prowadzić dyskusje na ten temat, chociaż to boli i denerwuje za każdym razem. Wiem też jak odpowiadać na zaczepki o "wnoszeniu lodówki na ósme piętro". Staram się być jednak spokojna, ale stanowcza i merytoryczna. Nawet kiedy robiąc zakupy w markecie, zobaczyłam ostatnią ulotkę reklamową środków czystości. Czasami mam ochotę nakręcić polską wersję cyklu "Delikatnie nas zabijają". To wszystko jest trudne i byłoby łatwiejsze, gdyby Pani Profesor mogła nadal prowadzić zajęcia równościowe. Tak wiele jest jeszcze do zrobienia. Za wszystko dziękuję i proszę trzymać za nas kciuki, abyśmy miały siłę, by walczyć o swoje.
Iwona M. dodano 13.04.2017 23:12
... jaka maja była .. wszyscy wiemy ... wiele słów by można napisać ale przecież to nie o chodzi kim ona była dla nas.. ale o to jak wiele po sobie zostawiła i co z tego w nas zostanie :) jestem dumny że miałem okazje maję znać!!! smutek pozostanie na zawsze ... ale ja postaram się zamietać ten uśmiech ... a reszta niech robi co chce :)
Jerzy Chomczyński dodano 11.04.2017 20:55
Wspomnienie. Ciągle przypominam sobie zdarzenia tworzące nasze życie. W grudniu 2004 roku wieźliśmy z Warszawy trzy kanapy, trzy szafy i coś tam jeszcze. W samochód Henryka, ciągnący przyczepkę, ktoś uderzył. Do domu przyjechaliśmy około 2 w nocy. Maja została a ja pojechałem z kolegą by oddać przyczepkę. Wróciłem około czwartej, bo oblodzona droga utrudniała nam jazdę pod górkę. Maja w tym czasie złożyła dwie największe kanapy (dziesiątki śrubek, sprężyn, bolców). Od razu dołączyłem do niej i około 7 rano był komplet mebli. Durnie zarwana noc, pokaleczone palce, wspólna robota, miły ból wszystkiego bo sensownej robocie. Maja to nazywała "znoszeniem piórek do gniazdka". Byliśmy niecierpliwi i zachłanni na życie, i jego smaki. Dopiero teraz zdaję sobie z tego sprawę. Jak historia ostatnich miesięcy pokazuje, słusznie tak się spieszyliśmy. Życie trzeba codziennie celebrować, póki czas.
Krzysztof Rubacha dodano 10.04.2017 23:06
Майя. Это не воспоминания о тебе - это наше восприятие и ощущения от твоего присутствия, когда ты рядом. Мы помним уют твоего дома, комфорт от общения на всевозможные темы от женских платьев до проблем социологии. Мы помним твой смех, шутки и конечно красоту и любовь, которую ты дарила окружающим и прежде всего Кшиштофу. Жалеем, что не успели увидеть тебя за кафедрой университета и поприсутствовать на твоих лекциях. Но уверены, что ты добрый, строгий, чудесный профессор. Твой уход не справедлив, но мы знаем, что ты рядом и заботишься о нас.
Wowa i Lari kharkiv dodano 06.04.2017 12:05
https://www.youtube.com/watch?v=jQPA6QuISxU&feature=youtu.be Był czas, że słuchałyśmy tego do upojenia. Kiedyś jak będę miała dużo czasu poszukam polskiego tłumaczenie tego tekstu.
Małgorzata Chomczyńska - Nowakowska dodano 05.04.2017 13:57
Tęskno.... https://www.youtube.com/watch?v=ZIGzrAlilZY
Viola Kopińska dodano 04.04.2017 17:15
Wspomnienie. Sierpień 2013, między dwiema operacjami Mai, Camping Mas Patoxas, Hiszpania (Costa Brava). Szukam kluczyka do samochodu. Nie ma. Mam pewność, że go nie znajdę. Rekonstruuję zdarzenia i już wiem kiedy miałem go ostatni raz. Siadam sobie obok Amaj i głośno zastanawiam się nad granicą swojej głupoty. A Maja mówi: "Kisiu, nie bierz tego na siebie, to kluczyk się zgubił , ty nic nie zrobiłeś, błahostka, jest tu tyle samochodów, pewnie z kluczykami, coś się znajdzie dla nas...." Po przerobieniu tego w przygodę, Maja razem ze mną, Iwonką, Januszem, Anią, Krzysiem, Wowką i Lari zabrała się do trzydniowego szukania. Szukała też obsługa campingu, przeczesując nawet krzaki, niby wymagają przewietrzenia. Kluczyk nie chce do nas wrócić. Pod koniec trzeciego dnia odwiedza nas para holendrów z sąsiedniego domku. A może czegoś szukacie, co my mamy? - mówią. Nasza pierwsza reakcja: przydałoby się coś do wspólnego wypalenia. Oni: "to też mamy", ale pokazują kluczyk i mówią: "na lodówce znajdujemy nieznany nam pilot. Naciskamy i odzywa się do nas Audi. Hura, mamy teraz większy samochód, super. Ale skąd to się wzięło u nas, choć to unijna wspólnota, nie wiemy". Maja: ... chyba trzy temu weszłam do kuchni, zajrzałam do lustra i zobaczyłam, że to jakaś inna kuchnia, niż nasza. Ale w lustrze to byłam ja. Nic się nie zgadzało. Nikogo w domku nie było, wyszłam.... A wracałam z samochodu właśnie... Eureka. Wszyscy uznali, że to najlepszy manewr naszej podróży. Wowa kupił kolejne wino i cieszyliśmy się jeszcze długo...
Krzysztof Rubacha dodano 04.04.2017 15:17
Trudno jest mi pogodzić się z tym, że jeśli chcę odwiedzić Maję muszę iść na cmentarz - ten w Lublinie lub ten wirtualny. Nie potrafię też przestać rozpamiętywać ostatnich dwóch tygodni życia Mai. Maja umierała świadomie i samowolnie tzn. po swojemu, tak jak chciała. Na moje prośby i zabiegi o to, żeby jeszcze jednak próbowała się ratować, cierpliwie ale stanowczo wyjaśniła mi, że postanowiła umrzeć w domu, przy wsparciu swoich bliskich i środków przeciwbólowych. Zdawała sobie sprawę z tego. że kolejna chemia w jej stanie, to już tylko przedłużanie agonii i cierpień. Bardzo dokładnie przewidziała ile jej zostało czasu, więc bardzo się śpieszyła z załatwianiem wszystkich spraw formalnych i prywatnych. Jej priorytetem było przygotowanie bliskich do życia po jej śmierci. Mężowi podpowiadała sposoby na przetrwanie pierwszych trudnych chwil i szybkie wyjście z żałoby ku szczęśliwemu życiu. Z synami chciała wyprostować wszystko co krzywe, pokazać im w czym są piękni i nad czym jeszcze muszą popracować. Mnie po raz kolejny dowartościowała wyznaczając mi rolę doradcy we wszystkich tych sprawach. Ostatnim zadaniem , które sobie wyznaczyła było przygotowanie własnego pochówku / Maja została pochowana, a nie pogrzebana, bo milej jest być schowanym niż zagrzebanym /. Jej ciało miało być skremowane, pochówek świecki, mistrzem ceremonii miała być kobieta, a sama ceremonia, na ile to możliwe, pogodna i pozbawiona patosu. Chciała też aby osoby biorące udział w ostatnim jej pożegnaniu zamiast kwiatów złożyły datki na rzecz fundacji broniącej praw kobiet. Zaplanowała oprawę muzyczną, pokaz slajdów i niespodziankę dla Krzysia w postaci piosenki " Człowiek, którego kocham ". W tym czasie w domu w Radawcu brakowało łóżek do spania, bo tak nas tam było dużo. Piotruś przyjechał z Kasią, która wyczarowała nam taką uzdrawiającą sesję - relaks połączony z paleniem szałwii i grą na misach. Nasz brat wkurzył Maję, a mnie rozbawi do łez wykręcając się od ułożenia się do relaksu wywodami, że on woli pomagać Kasi grając na półmiskach lub raczej na kubkach, a właściwie to na kubkach smakowych. Krystian z Magdą serwowali wykwintne dania wegetariańskie. Pawełek i Kasia przybyli na czas i zostali dłużej niż mogli umożliwiając Mai cieszenie się z " powrotu syna marnotrawnego na łono rodziny". Maja lubiła patrzeć w jaki sposób Kasia opiekuje się Adasiem. Uwielbiała Adasia i bardzo żałowała, że nie będzie mogła towarzyszyć mu w odkrywaniu świata. Była też Ania Bielszczanka, bratanica, którą Maja pokochała jak córkę i której pomogła przebrnąć przez trudny wiek dojrzewania. W tym całym zamieszaniu Majunia taka szczuplutka i coraz słabsza brylowała w salonie na kanapie, jak zwykle piękna, wystrojona w gustowne szlafroczki. Kiedy nie miała już siły wstawać, wszyscy przenieśli się za nią do sypialni i zagnieździli w jej łóżku. Są nawet takie zdjęcia, na których pokazujemy ile osób może pomieścić jedno podwójne łóżko. Na tydzień przed śmiercią Krzysio musiał wyjechać do pracy i wtedy Maja zaczęła odpływać. Traciła z nami kontakt, majaczyła, ale jak usłyszała Krzysia przez telefon oprzytomniała, wróciła do życia, poczekała na jego przyjazd, a potem została z nami jeszcze przez tydzień. Zmarła kiedy ja wyjechałam na chwilę do domu. N ie zaczekała na mnie. Może myślała, że będę rozpaczała tak, że nie dam jej w spokoju odejść. Pomyliłaś się Maju. Ja bym Ci nie przeszkadzała, ja bym Ci pomagała w odchodzeniu, bo wiem jakich argumentów użyć żebyś nie musiała się martwić o losy Twoich bliskich.
Małgorzata Chomczyńska - Nowakowska dodano 04.04.2017 04:33
Maju, w Twoim nowym świecie toczy się życie. Iwona Murawska dziękowała Ci za Twoją odwagę i siłę w obronie ważnych spraw i ludzi, za to, czego od Ciebie się nauczyła. I teraz musisz wiedzieć, że Ona podobnie jak Ty wiele razy wcześniej, taką odwagę i siłę w obronie ważnej sprawy, pewnego wtorkowego południa publicznie pokazała. Gdybyś była przy tym, byłabyś z Niej dumna. Ja byłem, z Niej i z Ciebie.
Krzysztof Rubacha dodano 02.04.2017 22:17
Jest [Jest jeszcze taka miłość...] K.Twardowski Jest jeszcze taka miłość ślepa bo widoczna jest szczęśliwe nieszczęście pół radość pół rozpacz ile to trzeba wierzyć milczeć cierpieć nie pytać skakać jak osioł do skrzynki pocztowej żałować czego nie było by dostać nic za wszystko......
Beata Przyborowska dodano 02.04.2017 19:15
Pamiętam Profesor Mariolę z obrony doktorskiej mojej żony. Spostrzegłem wówczas spokój oraz życzliwość Profesor. Wprawdzie nigdy nie zamieniliśmy wspólnie nawet słowa, ale późniejsze doświadczenia pozwalają mi domyślać się, że i dla mnie była dobrym duchem. Dziękuję za to.
Sławek Pasikowski dodano 02.04.2017 18:59
Pani Profesor była dla mnie mentorką, kobietą silną i odważną, która potrafiła do końca walczyć w słusznej sprawie. To pod jej kierunkiem prowadziłam pierwsze w swoim życiu badania na drugim roku studiów. Traktowała nas jak rokujących młodych badaczy i młode badaczki. Nauczyła mnie, że nie wszystko jest takie, na jakie wygląda na pierwszy rzut oka. Nauczyła także niezwykłej wrażliwości na ukryte przekazy i kategorię płci, której nie można pomijać w codziennych dyskursach. Zawsze była życzliwa i merytoryczna. W mojej pamięci pozostanie osobą niezwykle pomocną, inspirującą, pracowitą i wrażliwą, na której wsparcie mogłam liczyć przez wszystkie lata studiów. Zarówno przyjemnością, jak i wyzwaniem, było dla mnie pracować w kierowanej przez nią w Katedrze Pedagogiki Szkolnej. Za to wszystko bardzo dziękuję.
Iwona Murawska dodano 01.04.2017 22:43
Nie wszystek umrzesz, cząstka Ciebie żyje, To co na Ziemi czyniłaś za młodu, W płaszczu odejścia też się nie ukryje, Bo Twoje czyny nie znajdą zachodu. W pamięci ludzi na zawsze zostaniesz I swoim głosem, gdy udzielasz rady, Kiedy nauczasz z wielkim przekonaniem, Gdy dobro widzisz i zapomnisz wady. Kiedy z życzliwą wejdziesz polemiką, I kiedy zbadasz bardzo ważny temat, Kiedy w nauce nową zaś logiką - Mocno poruszysz stary dawno schemat. Twe uczennice i Twoi uczniowie, Nauki Twoje wprowadzając w życie, Pamiętać będą w każdym ważnym słowie, Wspominać odważnie, w refleksji czy skrycie. Nie żegnam się zatem w chwili tej doniosłej - Pora nadeszła na podziękowania. Dzięki tej wiedzy nie zboczę już z prostej, Praca, wrażliwość - drogą do poznania!
Iwona Murawska dodano 01.04.2017 22:37
Krzyś ma rację. W ogrodzie wiosna. Wczoraj grabiliśmy Twój ogród. Było ciepło, ptaki śpiewały. Trzech profesorów oderwanych od książek. Dumni z efektów z bąblami na dłoniach od fizycznej pracy :) no cóż...ale było warto. Maja lubiłaś te prace z tzw. sensem - taki rodzaj sportu. Acha! Zakwitły Twoje narcyzy. Uprzejmie donoszę, że przez te kilka dni Krzyś chodził nakarmiony i ma porządek w lodówce. Posprzątaliśmy też z Piotrem trochę na dole. Miała przyjechać Twoja siostra i chcieliśmy, żeby się nie martwiła. Lubię u Ciebie gotować. Jest wszystko co trzeba. Zapasy w odpowiednich ilościach. Wymyśleliśmy wczoraj drink, wino z Twoimi malinami mrożonymi zamiast lodu i nazwaliśmy go na Twoją cześć Amaj. Poza tym byliśmy z Tobą w Kazimierzu, wąwozy, spacer nad wodą, obiad w gruzińskiej knajpie. Wszędzie nam towarzyszyłaś. Niezwykle doświadczenie Twojej obecności. Nie kituję. Tak magiczne, że nakryłam bezwiednie do stołu uwzględniając Twoją obecność Maju. Krzyś stara się jakoś trzymać. To trudne ale ci obiecał! Ps. pożyczyłam od Ciebie 2 pary skarpet i obiecuję ich nie zwrócić ;)
Beata Przyborowska dodano 01.04.2017 18:21
Wspomnienie. W lutym 2014 roku po raz ostatni wyjeżdżaliśmy razem z Indii. Sash, nasz indyjski dobry duch, zadzwonił po taxi na lotnisko. Nie chcieliśmy wyjeżdżać tak wcześnie, jak on to proponował. Mówił, że trzeba mieć zapas czasu, bo zawsze drogę może zatorować ciężarówka ze słoniem i nikt jej nie zepchnie z wąskiej drogi. Pośmialiśmy się i wyjechaliśmy o dwie godziny później, chcieliśmy jeszcze popływać. W połowie drogi na lotnisko Dabolin .... zepsuła się ciężarówka wioząca słonia.... (tak, tak, to są Indie), zatorowała drogę i samolot nam uciekł. W rezultacie nie zdążyliśmy też na samolot z Bombaju do Monachium. Udało się nam dostać do kolejnego samolotu, do Frankfurtu. Co było w tym dla nas najgorsze, nie do zniesienia? W tym samolocie były tylko dwa ostatnie miejsca i musieliśmy siedzieć oddzielnie przez 8 godzin, bo nikt nie chciał się z nami zamienić na miejsca!!! Ale spotykaliśmy się co jakiś czas, by razem postać. I tak ta noc nam minęła.
Krzysztof Rubacha dodano 01.04.2017 17:56
Wspomnienie. Był to szary, deszczowo-śnieżny, styczniowy dzień 2015 roku. Siedzimy sobie w gabinecie lekarskim i rozmawiamy: - Mam prawie pewność, że to jest przerzut na kości, stąd te bóle i te wyniki. W piętek mogę zrobić scyntygrafię a od przyszłego tygodnia onkolog musi zacząć chemioterapię, ewentualnie w międzyczasie szybko tomograf jeszcze [...] - Nie, teraz to niedobry czas, bo wyjeżdżamy do Indochin - mówi Maja - Co? Takich rzeczy się nie przekłada, a i tak tam Pani nie da rady, tam są dziury w drogach... zbyt ryzykowne w tej sytuacji, w ogóle niemożliwe, co ja mówię... - Ale niech Pan Doktor jeszcze raz o tym pomyśli z ogólniejszej perspektywy. Co rezygnacja w wyjazdu zmieni? .... dłuższa cisza - Jak długo tam chcecie być? - 25 dni. - Właściwie... ma Pani rację - dam dobre środki przeciwbólowe - niesamowite, ma Pani rację, przecież chodzi o czas właśnie. Następnego dnia byliśmy w Birmie i dzień był słoneczny, jasny, gorący. Cudowne trzy tygodnie, a potem szpitale. I nowe plany.
Krzysztof Rubacha dodano 01.04.2017 17:21
https://www.youtube.com/watch?v=uXf-1Ym9ID4
Piotr Błajet dodano 01.04.2017 17:09
Maja jest nie tylko wspaniałym człowiekiem i kobietą ale także znakomitym naukowcem. Miałem ten przywilej być recenzentem w jej przewodach - i habilitacyjnym i profesorskim. Pisałem o jej książce profesorskiej: "Już na wstępie pragnę postawić tezę, iż jest to książka bardzo dobra – i to zarówno w kontekście przyjętych przez Autorkę założeń teoretycznych i metodologicznych, sposobów narracji oraz argumentacji, jak i konkretnych rezultatów analitycznych. Jest to studium interdyscyplinarne, powstałe wskutek bardzo systematycznej i kompetentnej rekonstrukcji jasno określonego pola problemowego. W swojej rozprawie <<Płeć i szkoła. Od edukacji rodzajowej do pedagogiki rodzaju>> dr hab. Mariola Chomczyńska-Rubacha jawi się jako wszechstronnie wykształcony naukowiec, którego przygotowanie teoretyczne i wiedza oraz świadomość badawcza spełniają wszystkie standardy akademickie". Pisałem w recenzji na temat jej książki habilitacyjnej: Autorka "przedstawia w swojej książce nie tylko wielokontekstową diagnozę tytułowego problemu, lecz także jasno określoną wizję pedagogiki, jak również – młodego pokolenia. Pedagogika – taka, jaka wyłania się z narracji - jest nauką ciekawą świata, otwartą na nowe doświadczenia, interdyscyplinarną, zawsze w trakcie <<stawania się>>. Autorka w sposób oczywisty rezygnuje z – typowego dla większości pedagogów polskich – postrzegania młodzieży jak <<gliny>>, którą można w dowolny sposób ukształtować, bądź (jeszcze gorzej) jak <<dziczy>>, którą należy ucywilizować. Traktuje młodzież jako partnera - poważnego i zdolnego do podejmowania odpowiedzialnych wyborów. Narracje pozbawione są jakiegokolwiek moralizatorstwa, Autorka nie twierdzi, że <<wie lepiej>>. Ukazuje natomiast złożoność i niejednoznaczność analizowanych zjawisk i procesów, zakładając, że pedagog powinien próbować negocjować z młodzieżą potencjalne <<znaczenie świata>> - uwzględniając jej własne doświadczenie. Z jej narracji wyłania się wizja pedagoga wspierającego młodzież w krystalizowaniu własnego poglądu na świat i systemu wartości, pomagającego jej przy tym w zdobywaniu kompetencji krytycznego myślenia o rzeczywistości. W ten sposób powstaje przestrzeń dla działania pedagogicznego". Taka jest Maja jako naukowiec - intelektualna i otwarta, a jednocześnie bezkompromisowa i pełna pasji oraz optymizmu pedagogicznego. Jej teksty przetrwają i będą z nami. Ostatni numer "Studiów Edukacyjnych" roku 2016 rozpoczyna znakomity tekst Mai i Krzysztofa - bardzo cieszę się z tego. Znam Maję także towarzysko - niezapomniany Sylwester w Krakowie, wesele Mai i Krzysia. Wesoła i pozytywna, zdolna do głębokiej ironii i autoironii, pełna osobistej odwagi, zdolna do ostrych sądów. Zawsze była w mojej świadomości kimś o jasno wykrystalizowanej tożsamości, osobistej i naukowej. Kobieta w pełni wyemancypowana a przy tym pełna kobiecego uroku.
Zbyszko Melosik dodano 01.04.2017 10:11
Lubiłam wizyty Mai (zawsze z Krzysiem, ale także z Beatą, Piotrem...) u mnie w domu w Małej Nieszawce. Wtedy można było spokojnie przy kolacji i winie porozmawiać o różnych sprawach: pracy, wydziale, polityce, rodzinie, wakacjach i w ogóle o... życiu. Maja dzieliłam się swoimi poglądami, doświadczeniami, trafnie oceniała omawiane sprawy, dbała o dostrzeganie różnych aspektów i tonowała emocje... Brakuje nam Jej, ale żyje w naszych rozmowach i pamięci! Beata twierdzi, że Maja dalej uczestniczy w naszych spotkaniach:)
Hanna Solarczyk-Szwec dodano 31.03.2017 14:55
Witaj Majuniu!Pisze do Ciebie ,jak zwykle,od 27 lat list.Znamy sie od 1972 roku.od pierwszego dnia liceum.To dlugo ale jakze szybko to minelo.Przeszlysmy razem piekny okres mlodosci,mimo ze wtedy nie bylo to latwe.Powiedzialas mi w ostatnim liscie z 23/1/2017 ze"moje poczucie humoru wyciagalo cie nie raz z dolka"ale i ty mialas je.No i tak razem mijal nam czas .Ale 20 lat temu widzialysmy sie po raz ostatni.Bylas u mnie w USA w sierpniu 1997 roku.Jadac do Las Vegas,na lotnisku w Chicago, pan z ochrony (to bylo jeszcze przed 11/09/2001)powiedzial ze musi cie zobaczyc bo tak dlugiego nazwiska to on nie widzial w zyciu.Smialysmy sie bardzo z tego.Swiat wtedy byl prostszy.A na koncercie Paul Anka sie z nami przywital.NIe mylam rak caly dzien.Ja w kasynach przegrywalam a ty wygrywalas.Przez 3 dni padal deszcz a przeciez to pustynia .Nie spalysmy prawie wcale.Latalysmy po kasynach, jadlysmy wspaniale jedzenie,gadaly, gadaly.Chcialam ci pokazac jak najwiecej,A jak wyjechalas mialam zal ze te 3 tyg. tak szybko minely nam.Mielismy plany wspolne zeby zobaczyc sie na Hawajach.No i gdzie my sie teraz zobaczymy przyjaciolko?tam gdzie jest cicho i spokojnie(ale zawsze z Grechuta , Mlynarskim, Demarczyk,Bajorem)So long Majuniu.Love you forever.Ala- Twoja przyjaciolka
Alicja Mazur dodano 31.03.2017 02:43
Byliśmy wczoraj u Majki. Można się było tego spodziwać...nie zastaliśmy Jej tam gdzie ostatnio Ją "podobno" pożegnano..w lutym. Strasznie zarobiona jest ta Nasza Maja. Nie odstępuje Krzszysia na krok... wrociłą wreszcie z Indii, jest UK u Adasia i dzieci, pilnuje kotow w Toruniu, cwiczy jogę.... Od wczoraj jest z nami na Kongresie, zresztą Narodowym! Potem piwo piliśmy z Nią z restauracji pożeganalnej uczty. Wieczorem pływaliśmy jak zwykle w Nałęczowie i taplaliśmy się w glince. Wspólnie zdjęcia oglądaliśmy.... Zabieramy Cię do Torunia...
Beata Przyborowska dodano 30.03.2017 14:48
Ala z Ameryki, przyjaciółka Mai , zwróciła się do mnie z prośbą abym opowiedziała jej o ostatnich latach życia Mai, o jej chorobie, umieraniu i pogrzebie. Postanowiłam zrobić to w tym miejscu żeby inni mogli poszerzyć te wspomnienia. Dzisiaj opowiem o chorowaniu. Maja chorowała i umierała pięknie i z klasą. Patrzyłam na nią z podziwem i uczyłam się jak to należy robić. Wszystko zaczęło się od piersi, potem były przerzuty na węzły chłonne, kości i ostatecznie na wątrobę. Przez cały ten czas Maja zachowywała się niezwykle dzielnie. Nie rozpaczała, nie epatowała chorobą choć jednocześnie nie unikała tego tematu. We wszystkich uciążliwościach chorowania, takich jak wysiadywanie w poczekalniach, niezliczonych badaniach, hospitalizacjach, operacjach, chemio i radioterapiach towarzyszył jej mąż - Krzysio. Dzisiaj myślę, że dzięki temu Maja swoją chorobę przeżywała połowicznie. Oni wszystko robili razem i nawet chorowali na spółkę. Kiedy po pierwszej chemioterapii radziłam im, żeby chociaż na kilka dni zrezygnowali ze wspólnej sypialni z wiadomych powodów / wymioty, włosy na poduszce i te rzeczy/ obydwoje zareagowali oburzeniem. Ona twierdziła, że jej to nie krępuje, a on, że mu to nie przeszkadza. I tak sobie te wszystkie trudne rzeczy przerabiali dyskretnie w sypialni po czym szybciutko wracali do swojej zwykłej aktywności - codzienna poranna prasówka, ogródek, sport, kino ,podróże, spotkania towarzyskie, czytanie książek, słuchanie muzyki oraz mnóstwo zwariowanych pomysłów typu szycie ubranek dla drzew. Pomimo choroby i związanych z nią objawów Maja żyła niezwykle intensywnie utrzymując, że dla niej nie ważna jest długość życia , tylko jego jakość.
Małgorzata Chomczyńska - Nowakowska dodano 28.03.2017 01:26
Wspomnienie Beaty Przyborowskiej Maja – kobieta ‘wyjęta z Radawca’ (to Jej słowa w ostatnie wakacje, które tak mnie rozśmieszyły, że je zapamiętałam) . Te słowa świadczą dobitnie, że żyła w dwóch ( a właściwie w wielu) światach jednocześnie: tym radawskim, sielskim, spokojnym oraz toruńskim szybkim, naukowym i zawodowym. Była nie tylko moją szefową, konstruktywną feministką, koleżanką z pracy ale wspaniałą przyjaciółką do której miałam 100% zaufanie, że zawsze szczerze doradzi. W "toruńskim życiu" pamiętam nasze kolacje, rozmowy, opowiadania o pracy,dluuuuugie zebrania i dyskusje, o podróżach, kawy w Plazie, wypad na zakupy, rozmowy o ciuchach. Maja zawsze dbała o wygląd. Zawsze na czasie, zawsze modna. Miał swój styl. Lubiła udzielać mi rad dotyczących ‘babskich’ spraw. Ludzie, podróże, smaki to był jej żywioł. Była kobietą, która potrafiła łączyć życie zawodowe i osobiste. "Lubelskie życie" również nico poznałam. Wspaniałą kuchnię Majki (pyszne zupy kurkowe i barszcze ukraińskie), gościnność gospodarzy, dyskusje do późnej nocy, tańce i rozmowy przy pysznym jedzeniu i winku, indyjska kafejka, murale Krzysia, szampan w basenie, spacery w Kazimierzu. Rajdy rowerowe. Kręgle, kąpiel w basenie, Spa. Wszystko doskonale zorganizowane. Maju, to nie tak miało być! Przecież umówiłyśmy się na spotkanie…niebawem…pod Lublinem. Nie tak je sobie wyobrażałam. Nie mogę dzisiaj być ale jestem z Tobą mocno blisko. Do zobaczenia!
Beata Przyborowska dodano 26.03.2017 10:15
W ostatnich dniach swego życia Maja zadbała w szczególnych sposób o nas wszystkich - swoich najbliższych. Na ceremonii pogrzebowej usłyszałem pieśń, poprzez którą mnie pożegnała: https://www.youtube.com/watch?v=zxMwhwgXIXU Ja żegnam Ją tak: https://www.youtube.com/watch?v=QeTHIRMD2K4
Krzysztof Rubacha dodano 24.03.2017 19:52